W związku z ustawą o ochronie danych osobowych i wzgardą plotkami spróbuję ograniczyć barwne opisy pacjentów.
X: Czy ma Pan jakieś nałogi?
Marynarz (dawno temu był nim): Zdarzało mi się wypić.
X: Jak często?
Marynarz: Jak pływaliśmy, to codziennie. Kiedy skończyliśmy nasze obowiązki, to potem piliśmy. Powiedzcie mi, co można robić na oceanie, kiedy nie ma kobiet, telewizji. Zresztą tam nie było lekarza, jak któryś zachorował, to pił spirytus i szedł do pracy. ooo, spirytusem to "wysuszam" sobie wrzody żołądka.
X: Wrzodów żołądka nie leczy się alkoholem.
Marynarz: Leczy się
X: Nie leczy się.
Marynarz: A ja leczyłem i mi się udało.
(...)
X: Czy pije pan obecnie?
Marynarz: Nie, ale jak zmieniłem pracę, to piłem. Jak się przeziębiłem, to piłem spirytus i jechałem do pracy.
X: Co?? Tak nie można.
Inne miejsce, inny czas.
Młody chłopaczek niewiele ponad 18 lat. Trafił do szpitala z ostrym zapaleniem trzustki.
Lekarz: Odtąd ma Pan ścisłą dietę i zero alkoholu.
Młody: Niedługo urodziny kumpla. Czy mogę raz się napić piwa?
Lekarz: Ależ oczywiście. NAPIJE SIĘ PAN PIWA RAZ. Tylko to będzie RAZ W ŻYCIU. raz.
I nie już zdążą przywieźć Pana do mnie, przynajmniej żywego, więc nie będzie Pan mógł mi się poskarżyć (...) W pana przypadku obowiązuje całkowita abstynencja (...) I dalej wykład o trzustce, enzymach.
Ja raczej nie kłócę się z pacjentami (co nie znaczy, że bym ich nie pouczyła). Mam pesymistyczne podejście i uważam, że moje gadanie ich nie zmieni. Jak najbliżsi im nie wytłumaczą, to czemu ma to się udać komuś obcemu, nawet lekarzowi. Przecież co może wiedzieć konował o nich. Pili i żyli, czemu teraz ma im się pogorszyć. Zwłaszcza ci, którzy byli kryci w pracy przez kumpli, szefa. Mieli przyzwolenie, więc czemu mieliby mieć wyrzuty sumienia.
Jatrogenne posty o pacjentach, lekarzach, pielęgniarkach, szpitalach, Uczelni Medycznej. leczo w kuchni i strzykawki. Bogowie. Pasjonaci. Konowałom wybaczamy.
niedziela, grudnia 7
niedziela, listopada 30
Skrypt idealny
Młodsi i znajomi pytają się mnie z czego trzeba się uczyć, a przede wszystkim, z czego pytał pan profesor. Otóż pan profesor pytał ze swojej wiedzy, na którą składają się podręczniki przeczytane od jego czasów studenckich do chwili obecnej, czasopisma medyczne plus mądrość życiowa.
Tak więc nie ma skryptu na daną klinikę. Nie istnieje idealna książka dla żadnej dziedziny, aczkolwiek Duży Szczeklik jest Biblią internistyczną.
Ze wspomnień: na biologię oficjalnie wymagano Albertsa, nieoficjalnie asystenci pytali z tajemniczych kserówek, które były spisane chyba sprzed 10 lat. Kserówki - prelekcje były napisane topornym językiem, bardzo sucho, bez rozwinięcia tematu. Ciężko mi się to czytało. Asystent L po kilku pytaniach drążył temat, czy uczę się ze starych prelekcji, chyba zaprzeczyłam, nakazał naukę z podręcznika. Oczywiście pytania z poprawy były ze starych prelekcji!
W sumie dobrze, że teraz nie muszę czytać kserowanych prelekcji czy opracowań studenckich. Błędy "syrena" zamiast "seryna" po którymś razie nie śmieszą.
Zadanie to "proszę doczytać w domu" jest w porządku, o ile można znaleźć dany temat w wiarygodnym źródle.
Tak więc nie ma skryptu na daną klinikę. Nie istnieje idealna książka dla żadnej dziedziny, aczkolwiek Duży Szczeklik jest Biblią internistyczną.
Ze wspomnień: na biologię oficjalnie wymagano Albertsa, nieoficjalnie asystenci pytali z tajemniczych kserówek, które były spisane chyba sprzed 10 lat. Kserówki - prelekcje były napisane topornym językiem, bardzo sucho, bez rozwinięcia tematu. Ciężko mi się to czytało. Asystent L po kilku pytaniach drążył temat, czy uczę się ze starych prelekcji, chyba zaprzeczyłam, nakazał naukę z podręcznika. Oczywiście pytania z poprawy były ze starych prelekcji!
W sumie dobrze, że teraz nie muszę czytać kserowanych prelekcji czy opracowań studenckich. Błędy "syrena" zamiast "seryna" po którymś razie nie śmieszą.
Zadanie to "proszę doczytać w domu" jest w porządku, o ile można znaleźć dany temat w wiarygodnym źródle.
piątek, listopada 28
Femina silna, niezależna
Ostatnio byłam zmuszona słuchać rozmów. Panna X opowiadała, jaką jest silną i niezależną kobietą, co powoduje, że nie może spotkać odpowiedniego chłopaka, a wspóllokatorki z nią nie wytrzymują. Przygryzłam wargi, żeby się z nią nie kłócić, ale dla mnie nie jest niezależną, bo mamusia jej płaci za pokój, mieszkanie, pizze, colę, piwo, ciuszki itp; a to, że ludzie z nią nie wytrzymują, to nie znaczy, że jest silną osobowością, to znaczy, że jest wredna. Można mieć silną osobowość, a być szanowanym. Co innego być zgredem, a co innego być asertywnym.
Po "internetach" krążą memy jak powinna wyglądać kobieta silna i niezależna.
Wg mnie niezależna kobieta wygląda tak jak niezależny człowiek. Radzi sobie w życiu sama, co nie oznacza, że jest samotna, bez rodziny i przyjaciół. Ma własne mieszkanie, kupione lub wynajmowane, a nie mieszka u rodziców do 30 roku życia, nie jest studentem, którzy dostaje kieszonkowe na akademik. Nikt jej nie utrzymuje. Jest w stanie ugotować coś, co jej smakuje, oddzielić pranie z jasnymi rzeczami od tych czarnych. Osoba jest ogarnięta, rozporządza swoją wypłatą, żeby dożyć do pierwszego dnia miesiąca.
Niezależna - ma własne poglądy, z kim ma się zadawać, jak ma się zachowywać. Nikt nie narzuca jej zachowania pensjonarki ani bycia królową imprez. Nie pyta się co wypada zrobić, żeby być "cool". Oczywiście ma zasady i pewien kręgosłup moralny.
Silna - skoro ma poglądy, to ich broni, choć może zmieniać. Każdy z wiekiem inaczej patrzy na świat. Ma cele i marzenia, których nie boi się realizować. Nie przejmuje się opinią innych.
(Trudno tutaj podać celebrytki jako przykład bo ich zachowanie jest kreowane przez menedżerów producentów i specjalistów od wizerunku).
Może postawić na karierę, na bycie najlepszą księgową, na bycie najlepszą tancerką. Może próbować dzielić życie między swoją karierę a rodzinę. Nie przejmuje się, że ciocie każą znaleźć na już męża i mieć piątkę dzieci, gotować rodzinie pomidorówkę, a co niedzielę schabowego i rosół; nie daje sobie narzucić, że nowoczesna kobieta to kobieta pracująca w korporacji, rekin biznesu, który pije kawę w Starbucksie i przynosi sushi do domu, bo tak Glamour definiuje fajną babkę. Robi to co słuszne, jeśli wybiera sobie drogę życia, to dlatego, że wie, że to jej się podoba, chce żeby była to jej wizja przyszłego życia, a nie dlatego, że ludzie od niej oczekują wypełnienia ich własnego scenariusza. Głupi przykład, jeśli ma ochotę zrobić coś dla domowników, to pichci, nawet jesli to mięsko dla kota, jeśli nie lubi gotować to kupuje w barze mlecznym albo w restauracji Gessler.
Bycie silną kobietą nie musi oznaczać bycie singielką i pracować w biurze do 20.
Bo ona przede wszystkim nie potrzebuje mężczyzny, by czuć się piękną, docenianą, inteligentną, bo ona to już wie!!!
Bo facet nie jest od leczenia kompleksów kobiety, nawet jeśli jej słodzi, że jest zabawna, cudna, szczupła, to ona nie musi w to wierzyć. Bo mężczyzna nie rodzi się psychoterapeutą i nie trzeba od niego tego wymagać, chyba, że skończył studia i program psychoterapii. Taka dziewczyna wie, że ma swoje atuty (wiedzę, bo jest doktorem z sinologii, sylwetka, usta, gluteus maximum :P) bo je widzi, a nad słabszymi albo pracuje (bo wagę można zmienić, można czytać Platona, żeby mieć poglądy o sensie życia) albo akceptuje (wzrost, bo nie wierzę, żeby ktoś zaryzykował chirurgiczne łamanie nóg, żeby przy zroście kości stały się dłuższe).
Ona nie porzuca pasji, hobby ani znajomych bo w związku nie ma już na to czasu. Nadal jest tą samą dziewczyną. Po zaczęciu związku nie porzuca garncarstwa, siłowni czy pracy w schronisku, bo oto ma chłopaka, mają spędzać razem cały wolny czas, a on ma ją zabawiać i oglądać co drugi dzień komedie romantyczne, bo tak się w życiu robi. Albo facet uważa, że zabroni jej chodzić na siłownię, bo wyrosną jej za duże mięśnie i nie będzie ani delikatna, ani dziewczęca. Nie, nie będzie hipertrofii, bo musiałaby dawać testosteron w żylę :P
Palenie trzeba rzucić
Kobieta nie żebrze o pieniądze na bluzkę, jeśli sama ma możliwość podjęcia pracy i kupienia sobie tej samej bluzki. Oczywiście rachunkami może się dzielić, ale jeśli on chce się czuć panem domu, to niech płaci za prąd :)
Dzisiaj notka, bo tylko w ten sposób mogę się oderwać od podręcznika.
Niemedyczna notka, bo bycie jednotematowym szkodzi, a czasem znajomi chcą pogadać o czymś innym niż med.
Po "internetach" krążą memy jak powinna wyglądać kobieta silna i niezależna.
Wg mnie niezależna kobieta wygląda tak jak niezależny człowiek. Radzi sobie w życiu sama, co nie oznacza, że jest samotna, bez rodziny i przyjaciół. Ma własne mieszkanie, kupione lub wynajmowane, a nie mieszka u rodziców do 30 roku życia, nie jest studentem, którzy dostaje kieszonkowe na akademik. Nikt jej nie utrzymuje. Jest w stanie ugotować coś, co jej smakuje, oddzielić pranie z jasnymi rzeczami od tych czarnych. Osoba jest ogarnięta, rozporządza swoją wypłatą, żeby dożyć do pierwszego dnia miesiąca.
Niezależna - ma własne poglądy, z kim ma się zadawać, jak ma się zachowywać. Nikt nie narzuca jej zachowania pensjonarki ani bycia królową imprez. Nie pyta się co wypada zrobić, żeby być "cool". Oczywiście ma zasady i pewien kręgosłup moralny.
Silna - skoro ma poglądy, to ich broni, choć może zmieniać. Każdy z wiekiem inaczej patrzy na świat. Ma cele i marzenia, których nie boi się realizować. Nie przejmuje się opinią innych.
(Trudno tutaj podać celebrytki jako przykład bo ich zachowanie jest kreowane przez menedżerów producentów i specjalistów od wizerunku).
Może postawić na karierę, na bycie najlepszą księgową, na bycie najlepszą tancerką. Może próbować dzielić życie między swoją karierę a rodzinę. Nie przejmuje się, że ciocie każą znaleźć na już męża i mieć piątkę dzieci, gotować rodzinie pomidorówkę, a co niedzielę schabowego i rosół; nie daje sobie narzucić, że nowoczesna kobieta to kobieta pracująca w korporacji, rekin biznesu, który pije kawę w Starbucksie i przynosi sushi do domu, bo tak Glamour definiuje fajną babkę. Robi to co słuszne, jeśli wybiera sobie drogę życia, to dlatego, że wie, że to jej się podoba, chce żeby była to jej wizja przyszłego życia, a nie dlatego, że ludzie od niej oczekują wypełnienia ich własnego scenariusza. Głupi przykład, jeśli ma ochotę zrobić coś dla domowników, to pichci, nawet jesli to mięsko dla kota, jeśli nie lubi gotować to kupuje w barze mlecznym albo w restauracji Gessler.
Bycie silną kobietą nie musi oznaczać bycie singielką i pracować w biurze do 20.
Bo ona przede wszystkim nie potrzebuje mężczyzny, by czuć się piękną, docenianą, inteligentną, bo ona to już wie!!!
Bo facet nie jest od leczenia kompleksów kobiety, nawet jeśli jej słodzi, że jest zabawna, cudna, szczupła, to ona nie musi w to wierzyć. Bo mężczyzna nie rodzi się psychoterapeutą i nie trzeba od niego tego wymagać, chyba, że skończył studia i program psychoterapii. Taka dziewczyna wie, że ma swoje atuty (wiedzę, bo jest doktorem z sinologii, sylwetka, usta, gluteus maximum :P) bo je widzi, a nad słabszymi albo pracuje (bo wagę można zmienić, można czytać Platona, żeby mieć poglądy o sensie życia) albo akceptuje (wzrost, bo nie wierzę, żeby ktoś zaryzykował chirurgiczne łamanie nóg, żeby przy zroście kości stały się dłuższe).
Ona nie porzuca pasji, hobby ani znajomych bo w związku nie ma już na to czasu. Nadal jest tą samą dziewczyną. Po zaczęciu związku nie porzuca garncarstwa, siłowni czy pracy w schronisku, bo oto ma chłopaka, mają spędzać razem cały wolny czas, a on ma ją zabawiać i oglądać co drugi dzień komedie romantyczne, bo tak się w życiu robi. Albo facet uważa, że zabroni jej chodzić na siłownię, bo wyrosną jej za duże mięśnie i nie będzie ani delikatna, ani dziewczęca. Nie, nie będzie hipertrofii, bo musiałaby dawać testosteron w żylę :P
Palenie trzeba rzucić
Kobieta nie żebrze o pieniądze na bluzkę, jeśli sama ma możliwość podjęcia pracy i kupienia sobie tej samej bluzki. Oczywiście rachunkami może się dzielić, ale jeśli on chce się czuć panem domu, to niech płaci za prąd :)
Dzisiaj notka, bo tylko w ten sposób mogę się oderwać od podręcznika.
Niemedyczna notka, bo bycie jednotematowym szkodzi, a czasem znajomi chcą pogadać o czymś innym niż med.
środa, listopada 19
Dobry pacjent to nieistniejący pacjent.
Ostatnio w szpitalu "Leśny Krzok" zmienił się dyrektor. Z powodu długów w szpitalu zaczął ciąć koszty.
Pacjenci na pulmonologii przynoszą własne termometry i pewnie sami mierzą temperaturę. Mają własny papier toaletowy, bo szpital nie będzie opłacał zbędnych luksusów. Na chirurgii brakuje jałowych gazików pod wenflon, więc kładzie się pociętą ligninę. Dobrze, że nie chusteczki higieniczne.
Z świetlic i korytarzy zabiera się czajniki elektryczne, bo powodują większe zużycie prądu. Chociaż czajnik na środku korytarza nigdy nie był dobrym pomysłem.
Chociaż, czy można na to narzekać, jeśli szpital to studnia bez dna?
Pacjenci na pulmonologii przynoszą własne termometry i pewnie sami mierzą temperaturę. Mają własny papier toaletowy, bo szpital nie będzie opłacał zbędnych luksusów. Na chirurgii brakuje jałowych gazików pod wenflon, więc kładzie się pociętą ligninę. Dobrze, że nie chusteczki higieniczne.
Z świetlic i korytarzy zabiera się czajniki elektryczne, bo powodują większe zużycie prądu. Chociaż czajnik na środku korytarza nigdy nie był dobrym pomysłem.
Chociaż, czy można na to narzekać, jeśli szpital to studnia bez dna?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
