Kiedy ktoś ze studentów niemedycznych pyta się mnie o mój kierunek studiów, a powiem, że lekarski, to podsumowanie jest:
- o masz dużo nauki/jesteś pewnie kujonem/lubisz się uczyć/jesteś "mózgiem". Nie trzeba być kujonem, wystarczy być pracowitym (dla mnie kujon i pracowity mają różne znaczenia). Uczyć się systematycznie i nie dać się zaszczuć nikomu.
Jak mawiała pewna pani: studeo, studere to znaczy poświęcać się, nie uczyć! Bzdura. Nawet na pierwszym roku trzeba znaleźć czas na wypad do pubu w piątek, pograć w coś na kompie. Jeśli się tego nie zrobi, to człowiek stanie się kiedyś zgorzkniały i zmęczony. Nie da się żyć 6 lat niewyspanym, wiecznie zmęczonym i naładowanym kawą/innym pobudzającym środkami.
Powiedziałabym raczej, że studia i poświęcona na nie energia są jak podróż przez dzicz, gdzie nie można zatankować i dokupić żywności. Nie można zużyć całej energii przez pierwsze dwa lata, bo potem nie starczy sił. Trzeba rozłożyć chęć do nauki, swoją energię, poświęcenie. Może ktoś pociągnie śpiąc trzy godziny dziennie, ale to nie jest tego warte.
Możesz zakuć cykl Krebsa lub przemian puryn, ale i tak nie będziesz go pamiętał po kolokwium. Założę się, że nie chciałabyś/chciałbyś być jak Kim Peek.
Pewien człowiek powiedział "musicie nauczyć się teraz 100% wiedzy z książki, bo człowiek zapomina 70%, więc kiedy traficie do pracy, to te 30% powinno wam starczyć". Te słowa były raczej w odniesieniu do przedmiotów teoretycznych typu histologia, ale prawda jest taka, że wiedzę kliniczną też będzie się pamiętać tylko pod warunkiem jej ciągłego przypominania i rozwijania w pracy. Te pamiętane 30% z innych klinik to skierowania i odsyłania do innego specjalisty.
Jatrogenne posty o pacjentach, lekarzach, pielęgniarkach, szpitalach, Uczelni Medycznej. leczo w kuchni i strzykawki. Bogowie. Pasjonaci. Konowałom wybaczamy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą talent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą talent. Pokaż wszystkie posty
czwartek, stycznia 29
sobota, listopada 15
wyrób House'opodobny
Czy osobowość typu dr House ma szansę odnaleźć się w
życiu codziennym? Czy posiada możliwość współpracy z pacjentem i kolegą z
zespołu? Czy wystarczy być geniuszem, a inni ludzie ci wybaczą? Nie myślę o
chwilowym złym dniu, tylko o skrzywionej osobowości, odstającej od społecznych
standardów.
Czy opryskliwy, chamski lekarz będzie miał pacjentów? Na
pewno nie przyjdą do niego prywatnie, jeśli już to przez przypadek – a potem
nie wrócą. Słyszałam o kilku zdolnych, którzy mają opinią chama „na mieście”,
ale ludzie przychodzą do nich, bo owi medycy mają talent w ręku. Pacjenci idą
tam, bo chcą być zdrowi i piękni, mają zaufanie, że ten lekarz na przykład
usunie żylaki bez powikłań, szwy będą niemal niewidoczne.
A może trafi się ktoś upierdliwy? Mówi do sekretarki: musi się pani domyślać, kiedy mam ochotę na
kawę?
Do studenta: jest pan idiotą, powinien pan studiować
socjologię, nie medycynę, bo to łatwy i przyjemny kierunek.
A jak się pogodzić z charakterem współpracownika?
Z szefem – albo zmienić szefa, albo uodpornić się.
Z podwładnym – jest pole do popisu.
Może być nieśmiały, nie walczy o swoje. Taka osobowość
unikająca. To on na tym traci. Kto wtedy się nim przejmuje?
Subskrybuj:
Posty (Atom)